-Harry wstawaj! Harry!!
jeśli zaraz nie wstaniesz to cię z łóżka wywalę.
Matt walił w drzwi jak
opętany. Co się dziwić jego siostra jak i on są w gorącej wodzie
kompani.
-Próbuj szczęścia Matt,
ale ok już wstaje jak chcesz to wejdź.
Po tych słowach do pokoju
wszedł jego porąbany przyjaciel rozglądając na boki z ciekawości.
-Nic się tu nie zmieniło
od mojego ostatniego pobytu.
Stwierdził i rozsiadł
się wygodnie na fotelu. Zaś Harry poszedł do łazienki by się
odświeżyć i ubrać, bo przecież nie będzie paradował nago przy
kumplu. Gdy wyszedł jego przyjaciel stał przy drzwiach wyraźnie
zniecierpliwiony.
-Przez ciebie Nina nas
zatłucze za 5 min powinniśmy być w jadalni a po śniadaniu musimy
jeszcze podzielić łup.
-Oj nie marudź wież
przecież, że spokojnie zajdziemy tam w minutę.
-Nie prawda.
-Ale z ciebie ciołek.
Wystarczy, że się teleportujemy młotku.
-A no tak zapomniałem. Ej
tylko nie młotku!!!!
-Dobra stary, tylko nie
bij!!!
Harry dla żartów
zasłonił się rękoma i znikną bez charakterystycznego trzasku
towarzyszącego teleportacji w jego ślady ruszył Matt.
Nasz bohater pojawił się
w jadalni a dokładnie mówiąc na stole nim zdążył zrobić choć
krok, koło niego pojawił się Matt szczerzący się jak głupek.
Lecz mina mu zrzedła gdy zobaczył gdzie wylądował i wtedy
rozpętało się piekło spowodowane wrzaskiem Niny, która akurat
weszła do jadalni.
-Do jasnej cholery czy wy
nie potraficie zrobić czegoś dobrze!?
-Przepraszamy siostra to
się więcej nie po… ała !!! -Matt nie dokończył gdyż dostał w
łeb, doniczką która stała na oknie niedaleko wyjścia z jadalni.
-Ile razy mi już to
mówiłeś pacanie !?!
- Nie pamiętam. -Matt
stał z miną męczennika i rozmasowywał sobie bolące miejsce w
które oberwał doniczką. Na jego szczęście doniczka była
plastikowa więc nie doznał niczego prócz guza na głowie.
-Właśnie. Jeszcze raz
coś takiego zrobisz a gorzej oberwiesz Matt.
-A co do ciebie Harry!?!
-„ Oho zaraz i ja
oberwę” -Taka myśl przemknęła przez umysł Harrego. Czasem się
cieszył że niema siostry. Jego przyjaciel obrywał gorzej niż on u
niego przeważnie kończyło się na ostrzeżeniu i Gatce jaki on
jest niewychowany itp. Czasem nawet próbowała wpoić mu maniery. Co
jej nie zbyt wychodziło bo nie brał tego na poważnie. A kończyło
się oberwaniem z pięści w łeb i trzaśnięciem drzwiami.
-Nina ja naprawdę nie
chciałem. Przez niego nie skoncentrowałem się jak powinienem.
Wybacz.
Harry postanowił grać
skruszonego i ze zdziwieniem stwierdził, że mu się udało.
-„Więc jednak opłaca
się udawać dobrego chłopca” -Pomyślał.
-Przyjmuje przeprosiny
Harry ale następnym razem nie będę taka pobłażliwa. Pamiętaj! A
teraz zejdźcie z tego stołu i siadajcie.
Zwróciła się do nich i
sama zasiadła przy stole czekając na Ziga.
Szef oczywiście stał w
drzwiach i się przyglądał całej tej scence nie zdziwiło go
zachowanie Harrego. Gdy poznał go wiedział że on nie potrafi
oszukiwać, lecz z czasem się nauczył. Nie perfekcyjnie to prawda,
gdyż jego oczy ukazywały emocje ale widać że potrafi udawać
skruszonego.
Jedno jest pewne, Ziga nie
okłamie to wiedzą wszyscy i Harry też.
-Widać już się
przestaliście kłócić więc pozwólcie, że usiądę przy stole.
-A ciebie co w tyłek
ugryzło Zig???
-Matt zachowuj się bo
oberwiesz czymś cięższym niż kwiatek!!!
Wrzasnęła wściekła
siostra.
-Zamknijcie się na chwile
Zig chce nam coś powiedzieć.- Teraz to Harry nie wytrzymał i
zdzielił Mata i Ninę po głowie.
- Ałaa.. to boli. Czemu
żeście się na mnie uwzięli- Jękną zrezygnowany blond włosy
chłopak.
Teraz wszyscy (nawet Zig)
ryknęli śmiechem, no może oprócz poszkodowanego Matta.
Po zjedzonym obiedzie
ruszyli do salonu gdzie przeważnie grają w gry wideo, piłkarzyki,
bilard itp. Tam też Zig powiedział co się stało.
-Poważnie?- Spytała cała
3 chórem.
-Tak.
-Kurwa mać wiedziałem,
że coś jest nie tak. Zbyt łatwo nam poszło!!!
Harry zaczął chodzić po
salonie w końcu odwrócił się do reszty.
Okazało się. bowiem że
jedna z kamer nagrała ich. Oczywiście byli wtedy w maskach lecz to
zawsze coś. I teraz podejrzewają Ziga o morderstwo, gdyż ofiara
winna mu była duże pieniądze.
-Mam pomysł Zig. Załatw
Ninie i Matowi pokój w dziurawym kotle.
-Harry co z tobą?
-O mnie się nie martw
lala, przecie ja jestem złotym rycerzykiem dropsa. Więc nie mam się
o co martwić. -Uśmiechną się chytrze i kontynuował.
-Najlepiej będzie jeśli
nasze pokoje zostaną zamaskowane zaklęciami aby nikt ich nie
odnalazł tak więc kontaktujemy się przez sowy lub telepatią.
-Dobry pomysł Harry. Do
17 możecie tu przebywać i pamiętajcie od teraz używamy tajnego
wejścia nr2 a ty Harry wejście nr1 .
Było to wejście ukryte
za kominkiem w piwnicy jak i na piętrze za posągiem rycerza, który
był wykuty z kamienia. Jedynie osoba znająca hasło mogła tamtędy
wyjść czy wejść.
-Harry możemy pogadać na
osobności?
-Dobrze szefie o co
chodzi? -Spytał nastolatek gdy przyjaciele wyszli.
-Jak było z Kirą?
-Ech, pewnie ci wszystko
opowiedział, więc po co pytasz?
-Wystarczy, że zobaczyłem
jak na tyłek nie może siadać i jak krzywi się przy każdym kroku.
Wiem, że natura cię hojnie obdarzyła ale przystopuj trochę, bo w
końcu któregoś rozerwiesz chłopie.- Klepną młodego po ramieniu
i wyszedł z salonu i oczywiście otwierając drzwi natkną się na
dwie podsłuchujące osoby
(Wiecie oczywiście o kogo
chodzi). Dał im reprymendę coś w stylu nie wolno podsłuchiwać
bo się oberwie i poszedł do gabinetu nadrobić papierkową robotę.
-Ile słyszeliście?
-Wszystko Harry.- Odezwała
się zarumieniona długowłosa blondynka
-Czy wy nie umiecie się
powstrzymać?
-Nie.- odpowiedzieli
chórem
-Po co pytałem.- Rzekł
zrezygnowany i usiadł na kanapie włączając TV.
***
Równo o 17 ruszył w
drogę powrotną zaś Matt i Nina przenieśli się do dziurawego
kotła. O 17.30 był na miejscu otworzył drzwiczki przez które
wchodzi się do komórki pod schodami i pierwsze co ujrzał to wielki
tyłek Dudleya, gdyż eliksir w porę przestał działać.
-Dobra Dudley wyłaź z
tond trujesz powietrze.
Na dźwięk głosu Harrego
Dudley podskoczył tak, że walną głową w kant. Krew spłynęła
mu po głowie co Harry skomentował małym „Upsss”.
I w tej samej chwili,
drzwiczki komórki się otworzyły a w nich stanęła ciotka petunia.
Na widok zielonookiego skrzywiła się z obrzydzenia i sięgnęła po
butelkę wina, która stała po między bokiem chłopaka a grubym
cielskiem jego prosiokowatego kuzyna.
Kruczowłosy nic sobie nie
robiąc z tego, że od ciotki śmierdzi alkoholem wyszedł z komórki
i ruszył do swojego pokoju gdzie przesiedział do 19.00. Poszedł
się umyć ale nie zamierzał się kłaść więc postanowił
poczytać książkę, którą dostał od Ziga w prezencie.
Była już 21.30 czarny
(Bo tak na niego mówili) miał zamiar zejść na dół coś zjeść,
gdy nagle usłyszał charakterystyczne trzaski towarzyszące
teleportacji. Wyjrzał przez okno by ujrzeć kolorowe zaklęcia,
latające to w jedną to w drugą stronę. Niewiele myśląc chwycił
różdżkę. W tym Momencie drzwi do domu zostały wyważone a gdy on
wybiegł z pokoju ujrzał 3 promienie zielonego światła, które
poleciały w Werona, Petunie i Dudleya. Naglę poczuł silny ból w
klatce piersiowej. Dotknął miejsca ręką i ujrzał krew. Zrobiło
mu się słabo teraz już wiedział, że umrze, ponieważ dostał
zaklęciem noży. A takiej rany i to w takim miejscu nie da się
wyleczyć. Upadł na podłogę spojrzał na kuzyna Myśląc.
„Ty przynajmniej nic
nie poczułeś umierając. Nawet bólu.”
Ostatnim jego widokiem
były nieruchome i nieżywe oczy Dudleya.
TO BE
CONTINIUED?
Witam,
OdpowiedzUsuńech nie umrze prawda?, zostali nagrani, a rodzeństwo zawsze musi podsłuchiwać...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie