wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozadział 8

-Harry!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Rzuciła mu się na szyję i zaczęła przytulać.
-Ginny puść mnie bo mnie udusisz.
-Wybacz ale mam pytanie gdzieś ty się podziewał CAŁY ZAKON CIĘ SZUKA!!!!
-Nie mogę wam powiedzieć na razie ale mam dla was propozycję nie do odrzucenia.
-No mów wreszcie.
Jadę na wycieczkę poza kraj biorę was Deana, Seamusa i moich bliskich znajomych, to jak jedziecie?
- A gdzie chcesz nas zabrać?
-Fred jakbym wam powiedział to już by to nie była tajemnica więc pakujcie swoje manatki i ruszamy ostrzegam wrócę tu za półtorej godziny wiec macie być spakowani.
Wstał wyszedł z pokoju i ruszył do wyjścia. Nie spotkał nikogo z zakonników więc wyszedł niezauważony i Teleportował się do domu jednego ze swoich bliskich przyjaciół Deana bo tym dla niego stali się Dean i Seamus.
Zapukał do drzwi a w nich stanął Dean widząc Harrego uśmiechną się i bez słowa wpuścił do środka okazało się bowiem, że nie był sam lecz z Seamusem.
-No to ułatwia sprawę.
Stwierdził Harry gdy chłopcy powiedzieli mu, że seamus jest u niego na wakacjach.
-O co chodzi Harry ?
-Mam do was sprawę chciałbym was zabrać ze sobą gdzieś gdzie nie ma ani Dropsa ani Voldemorta ani żadnego z ich piesków co wy na to i gwarantuje wam, że będziecie mieli własny pokój.
-Ja się piszę, tylko musze starym powiedzieć.
-spoko a ty seamus?
-Tam gdzie Dean tam i ja
-ok. to ja wrócę za jakąś godzinę półtorej ok.?
-Jasne nie ma sprawy. Odparli jednocześnie. Ruszyli do kuchni gdzie przebywali Rodzice Deana.
Harry wyszedł z domu jego przyjaciół i znów teleportował się na Grimmauld place 12.
Otworzył drzwi do domu jego ojca chrzestnego i ruszył na piętro i znając jego nie szczęście trafił na obściskującą się parkę Wiewióra i pannę-Ja- Kurwa- wiem- wszystko-najlepiej.
Postanowił im trochę dopiec (Autorka: Będzie jazda HE HE)
-O patrzcie wiewiór i pani wiewiórowa. Zaśmiał się sztucznie. Ruszył dalej by ich ominąć wtedy rzucił na nich niewerbalne zaklęcie trwałego przylepca dzięki temu będą mogli mówić ale nie odejdą od siebie bo będą sklejeni.
-Potter ty pedale cofnij ten czar.
-Mówiłeś coś wiewiórko, która zamiast mózgu ma orzecha?
Hermiona miała zamiar coś powiedzieć lecz Harry ją uprzedził Mówiąc:
-A ty to się już lepiej nie odzywaj panno ja- wiem- wszystko- najlepiej
Widać dalej trzymasz się tej wiewiórzej łamagi tak trzymaj naprawdę jesteście siebie warci.
Jego słowa ociekały ironią i jadem jakiego Snape by mu pozazdrościł
Odwrócił się na pięcie ruszył do pokoju bliźniaków.
-Gotowi?
Spytał gdy tylko wszedł do pokoju gdzie siedziała cała 3.
-Co tak późno Harry ? spytała wesoło Ginny wstając.
-wybaczcie ale natknąłem się na wiewióra i panią wiewiórową obściskujących się na korytarzu i pooooprostu musiałem im podokuczać, teraz pewnie wrzeszczą i wołają o pomoc. Jak chcecie To idźcie sobie zobaczyć i Fred radzę to sfotografować.
Uśmiechną się diabelsko i odsuną na bok gdyż cała 3 od razu wybiegła z aparatami na korytarz.
A tam stał Ron i Hermiona w nie codziennej sytuacji
Gdyż jedna ręka rudowłosego znajdywała się pod spódniczką Hermiony a druga
Była pod jej bluzką Miona nie pozostawała dłużna jedną rękę miała w spodniach wiewióra zaś drugą na jego szyi. Oboje byli czerwoni jak buraki chodź u Rona to normalne.
Fred, Gregor i Ginny pstrykali im zdjęcia śmiejąc się przy tym z ich głupoty.
-Ginny, Fred, Gregor przestańcie!!!
-Niby dlaczego wiewiórze.. -Odezwał się wesoło Gregor pstrykając zdjęcia
-Teraz wież jak to jest He He a jak to mama zobaczy ???? Ginny śmiała się teraz tak że ledwo Harry się powstrzymywał od tego by nie parsknąć w końcu nie wytrzymał gdy Fred nazwał ich rasistowskimi świniami.
-HE HE HE Dobre Fred lepiej tego ująć nie można HE HE HE
-TY…. Pożałujesz tego !!! -wrzasnął wiewiór co nikomu nie przeszkadzało bo wciąż się śmieli.
Chwile później drzwi do kuchni otworzyły się i na zewnątrz wyszli członkowie zakonu rozmawiając cichutko między sobą.
-Oho teraz ciężko będzie nam się z tond zmyć bez zauważenia.
-A my się o to postaramy by się o was dowiedzieli…MAMOOOOOO!!!!!!
Ron wydarł się na całą haupę budząc przy tym obraz matki Syriusza.
-Szumowiny, Natręty, szlamy jak….
Obraz został zasłonięty przez Remusa i Tonks i po chwili było słychać jak ktoś wchodzi na piętro, Harry nałożył na siebie zaklęcie kameleona i staną w kącie a trójcę przyjaciół wysłał telepatycznie wiadomość, by go nie wydali.
-Ron co się….. Matka Rona stanęła jak wryta patrząc z niedowierzaniem na te scenkę
-Mamo ten cholerny Potter tu jest i on nam to zrobił.
-Ta jasne Ron widać nie potrafisz rozróżnić Harrego swojego BYŁEGo przyjaciela od własnej siostry. Zironizowała Ginny.
-Pani Wasley Ron Ma rację sama także przed chwilą go widziałam.
-nie prawda Gregor i Fred nałożyli na mnie niechcący jakiś proszek wiec przez chwilę wyglądałam jak Harry ale mieli jedną taką próbkę więc drugiej takiej nie będzie bo nie mają już genu Harrego.
Ginny broniła zażarcie swoich przekonań i wszystko by się udało gdyby nie Drops, który wszedł na górę.
Spojrzał na Rona i Hermione i po całym tym zgromadzeniu a jego wzrok spoczął na miejsce gdzie akurat stał Harry.
-Harry wyłaź wiem że tu jesteś. -Odezwał się spokojnie a w Harrym aż się zagotowało ze złości przed nim stał zabójca jego rodziców a on nie może z nim walczyć przynajmniej na razie.
-Widzę że nie jesteś taki durny na jakiego wyglądasz Albusie.
-Co chcesz przez to powiedzieć Harry???
-to że wiem wszystko znam prawdę o tym co zdarzyło się prawie 17 lat temu i musze powiedzieć , że źle zrobiłeś zadzierając ze mną teraz już twój rycerzyk nie istnieje bo został zastąpiony przez żądnego krwi zabójcę. Wysyczał wściekle i zwrócił się o przyjaciół
-Weźcie swoje walizki i spadamy.
Zdjął z siebie zaklęcie kameleona i ruszył za przyjaciółmi do pokoju gdzie zmniejszył im machnięciem reki kufry i razem przeszli koło zszokowanych zakonników.
Z perspektywy Remusa Lupina
Stał na Korytarzu obok Albusa
-Harry wyłaź wiem, że tu jesteś. Głos Albusa był spokojny i opanowany.
-Widzę że nie jesteś taki durny na jakiego wyglądasz Albusie.
-Co chcesz przez to powiedzieć Harry???
-To że wiem wszystko znam prawdę o tym co zdarzyło się prawie 17 lat temu i musze powiedzieć , że źle zrobiłeś zadzierając ze mną teraz już twój rycerzyk nie istnieje bo został zastąpiony przez żądnego krwi zabójcę. -Wysyczał wściekle i zwrócił się o przyjaciół
-Weźcie swoje walizki i spadamy.
Gdy Harry wyszedł z domu zabierając przyjaciół pierwsze słowa Lupina brzmiały:
-Albusie ? Co Harry miał na myśli mówiąc, że wie co zdarzyło się prawię 17 lat temu?
- Nie wiem Remusie ale pewnie ma na myśli śmierć swoich rodziców.
-Pewnie tak ale widać że już nie jest po naszej stronię jak i i po Toma.
-Tak pewnie tak.
Wracając do naszych przyjaciół
Harry, Ginny, bliźniacy jak i Dean z Seamusem teleportowali się do Gringotta skąd wziął tyle galeonów ile by ubyło potrzebnych. Następnie teleportowali się na Hawaje.
-Harry tu jest cudownie!!!
-Cieszę się Ginny, chodźcie muszę pobrać pieniądze z bankomatu bu móc wynająć nam pokoje. -Po jakimś godzinnym poszukiwaniu znaleźli jeden.
Harry wyciągną kartę , włożył do bankomatu by następnie wpisać hasło i pobrać jakieś 50.000 tyś. Poczym ruszyli do najlepszego i najładniejszego Hotelu na wyspie.
-Pięknie tu. Westchnęła Ginny po czym zaczęła rozglądać się po holu.
Wnętrze budynku było pięknie i drogo udekorowane. Podłoga marmurowa na ścianach wisiały piękne obrazy i tapety a stoły były udekorowane pięknymi bukietami.
- W czym mogę państwu pomóc.
-Chcielibyśmy wynająć 7 pokoi dwuosobowych.
-Oczywiście proszę za mną.
-Podążyli za mężczyzną do kontuaru. I jak się okazało pokoje były drogie
Harry jednak nie patrząc na cenę dał tyle ile potrzeba wziął kluczę i ruszył do windy a za nim cała reszta.
Gdy tylko znaleźli się w pustej windzie kruczowłosy się odezwał
-musicie oddać mi wasze różdżki. –Oświadczył
-Ale Harry!!!
-Seamus nic wam się przecież nie stanie tutaj poza tym jutro albo jeszcze dziś przybędzie tu trzy osoby, które znają magię bez różdżkową i nawet bez niej potrafią zabić człowieka w przeciągu kilku sekund. Więc wierzcie mi lub nie ale będziecie chronieni przez 4 takie osoby.
Rozmowę przerwała im winda, która stanęła na wyznaczonym piętrze.
-Harry?
-Cii.. pogadamy w pokoju u mnie a wy sobie wybierajcie który wam się spodoba. -Wskazał na pokój na wprost, który należał do niego po czym uszył w jego kierunku zaś reszta rozbiegła się by wybrać sobie najładniejszy pokój.
Harry wszedł do swojego Ten mężczyzna który proponował im pokoje był zdziwiony, tym iż stać ich na niego i widząc że to płaci za wynajem 4 pokoi dwu osobowych oraz za zarezerwowaniem kolejnych 3 postanowił dać mu w zamian największy i najpiękniejszy apartament jaki jest w tym Hotelu więc podał Harremu nr tego pokoju.
Harry miał wrażenie, że ten mężczyzna go obserwuję prawdą jest że był młody i ładny ale zielonooki kochał już kogoś kogo nie powinien.
Zrezygnowany usiadł na łóżku i zaczął smętnie rozmyślać o tym co się wydarzyło. Obrazy wspomnień jego mamy, tata i Syriusza ukazywały mu się co chwila.
Scena w której zjawia się Dumbledore. Przerażona mama która biegnie by zabrać ochronić dziecko błysk zielonego światła a ona upada na podłogę a z martwymi oczami i patrzącymi martwo na swego zabójcę.
Potem ojciec jak walczy z dyrektorem widział strach, panikę i inne uczucia które teraz zastygły na martwej twarzy ojca. Potem widzi jak znienawidzona przez niego osoba podchodzi do łóżeczka i bierze małe dziecko z raną w kształcie błyskawicy na ręce i znika.
Nawet nie zauważył że siedzi skulony na łóżku i płaczę.
-Harry co ci czemu płaczesz? Czy coś cię boli???
Usłyszał ciepły głos przyjaciółki przy uchu i podniósł głowę.
Okazało się że cała 5 jego przyjaciół patrzy na niego ze współczuciem i smutkiem.
- Nie Ginny nic mi nie jest po prostu myślałem nad tym co się ostatnio wydarzyło i musze wam przyznać, że to jest bardzo pogmatwane i nie mogę wam powiedzieć dokładnie o co chodzi.
-Harry powiesz nam gdy będziesz gotowy a teraz powiedz nam o co chodziło ci w windzie?
-To długa Historia ale przed tym jak wam ja opowiem musicie mi złożyć wieczystą przysięgę bo nikt się nie może o tym dowiedzieć. Zrozumiano?
Wszyscy pokiwali zgodnie głowami więc kontynuował:
-Co mi obiecacie? -Spytał gdyż nie miał żadnego pomysłu.
-Że nie wydamy żadnych twoich sekretów. -Rzekł Gregor wesoło
-Że będziemy zawszę po twojej stronię nawet gdyby zależało od tego nasze życie. -Ginny także uśmiechnęła się do Harrego.
-Pójdziemy z tobą nawet na koniec świata i z powrotem. -dodał Seamus.
- To iż będziemy się z tobą przyjaźnić i nic nas nie odsunie od siebie.
Fred podszedł usiadł obok Harrego i obejmując go ramieniem.
-I to że będziemy chronić się nawzajem. Dokończył Dean
Te słowa podniosły Harrego na duchu uśmiechną się do nich słabo i
Wstał z łóżka ocierając łzy rękawem
-Dziękuję wam kochani. A teraz podnieście różdżki i wypowiadaj cię te słowa.
Ja np. Dean obiecuje ci Harry Potterze że:…. I tu macie powiedzieć wszystko co chcecie mi obiecać. Macie tu kartki i pióra spiszcie wszystkie obietnice a potem razem je powtarzajcie w tym samym momencie dobrze?
Wszyscy ochoczo pokiwali głowami i zabrali się do pisania w końcu uzgadniając
Wszystko stanęli wokół Harrego cytując. W tym samym momencie te słowa
-Ja Ginny Wesley obiecuję ci Harry Jamesie Potterze że:
-Że nie wydam żadnych twoich sekretów.
-Że będę zawszę po twojej stronię nawet gdyby zależało od tego Moje życie.
-Że Pójdę z tobą nawet na koniec świata i z powrotem.
-Że będę się z tobą przyjaźnić i nic nas nie odsunie od siebie.
-Oraz to, że będę cię chronić.
Po tych słowach spowiła każdego z nich białą mgiełka by następie rozpłynąć się tak szybko jak się pojawiła.
-Dziękuję wam moi kochani teraz moja kolej. -Powiedział i zacytował każde słowo tak samo jak oni tyle że on musiał wymawiać ich imiona i nazwiska i dopiero po tym treść przysięgi i tak samo jak ich tak i jego spowiła mgiełka.
-To powiesz nam o co chodzi? Odezwał się Fred po wszystkim.
-Dobrze więc rozsiądźcie się wygodnie i słuchajcie nie wiecie o mnie praktycznie nic od samego początku nie mówiłem nikomu o niczym gdyż prawda jest wstrętna. A więc tak naprawdę od 6 roku życia wychowywałem się na ulicy dla tego, że moi mugolscy krewni wywalili mnie z domu a zdarzyło się to moim pierwszym wybuchu mocy, który rozwalił im połowę salonu ale nie wnikając w szczegóły kazali mi wrócić kiedy nauczę się nad tym panować. Ale nic żyłem tak przez rok spałem pod mostem okradałem ludzi za pomocą mojej magii itp.
Pewnego dnia znalazł mnie pewien mężczyzna który mnie przygarną i wychował jak swojego uczył mnie wszystkiego co sam wiedział o magii i o ludziach nauczył mnie kraść i innych rzeczy ponieważ ten mężczyzna prowadził Mafię o nazwie „czarna otchłań”. Tam także nauczono mnie zabijać.
Stwierdził smutno i dalej kontynuował. Żyłem tak przez 2 lata samodzielnie wykonywałem zlecenia i w ciągu tych lat stałem się najlepiej opłacanym zabójcą
I najmłodszym z nich. Szef mianował mnie na swojego następcę i po jakimś miesiącu poznałem Ninę i Matta. Którzy uciekli z sierocińca. Zig przygarną ich tak samo jak mnie dał dom, jedzenie i ubrania ponad to traktował nas jak byśmy byli jego dziećmi. Ja z Niną i Mattem zaprzyjaźniliśmy się i przyjaźnimy do dziś. Miesiąc przed 11 urodzinami musiałem wrócić by dyrektor niczego się nie dowiedział. I tak do tej pory udawałem grzecznego chłopca.
Tydzień przed zakończeniem roku udałem się do zakazanego lasu i właśnie tam skaleczyłem się w ramię.
-Wskazał na lewe ramię i kontynuował.
-Wtedy nic to dla mnie nie znaczyło ale teraz już wiem, że to nie prawda. Okazało się bowiem, że jeden wampir poczuł moją krew i od tamtej pory mnie śledził ponoć dla tego iż jestem jego wampirzym partnerem. W tedy gdy zaatakowano Dom wuja dostałem w klatkę piersiową zbłąkanym zaklęciem noży, i to właśnie Max mnie uratował zmieniając w wampira.
-Uśmiechną się smutno ukazując swe kły. Na co jego przyjaciołom przeszły ciarki po plecach.
- Moja przemiana trwała tydzień a potem przez miesiąc uczyłem się wszystkiego co powinienem wiedzieć. Przed wczoraj dowiedziałem się prawdy, że Max okazał się synem Toma Riddla, że mój chrzestny żyję i jest po stronię Toma wiem też że to nie Voldemort zabił moich rodziców lecz dyrektor wiem co mówię bo widziałem wspomnienie łapy.
-Harry? To dla czego z tam tond uciekłeś?
-ponieważ muszę to sobie przemyśleć Seamus. Teraz wiecie już wszystko. Nie będę miał wam tego zazłe jeśli się ode mnie odwrócicie. Wyszeptał zakrywając twarz dłońmi. Z nikąd poczuł 8 par rąk podniósł wzrok i ujrzał wszystkich w tym Matta, Ninę i Ziga.
-Harry nawet nam przez myśl nie przeszło by cie opuścić wydarła się Nina.
-A reszta pokiwała głowami na zgodę. Poczym do 23 siedzieli i rozmawiali na każdy temat Harry i jego przyjaciele opowiadali o sobie i o tym co działo się od przyjścia Harrego do nich.

23.30 Harry położył się na łóżko i zasną z wyczerpania. 

1 komentarz:

  1. Witam,
    ma wspaniałych przyjaciół, Remus nic nie wie, wspaniale urządził Hermionę i Rona...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń