-Harry!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Rzuciła mu
się na szyję i zaczęła przytulać.
-Ginny puść
mnie bo mnie udusisz.
-Wybacz ale
mam pytanie gdzieś ty się podziewał CAŁY ZAKON CIĘ SZUKA!!!!
-Nie mogę wam powiedzieć
na razie ale mam dla was propozycję nie do odrzucenia.
-No mów wreszcie.
Jadę na wycieczkę poza
kraj biorę was Deana, Seamusa i moich bliskich znajomych, to jak
jedziecie?
- A gdzie chcesz nas
zabrać?
-Fred jakbym wam
powiedział to już by to nie była tajemnica więc pakujcie swoje
manatki i ruszamy ostrzegam wrócę tu za półtorej godziny wiec
macie być spakowani.
Wstał wyszedł z pokoju i
ruszył do wyjścia. Nie spotkał nikogo z zakonników więc wyszedł
niezauważony i Teleportował się do domu jednego ze swoich bliskich
przyjaciół Deana bo tym dla niego stali się Dean i Seamus.
Zapukał do drzwi a w nich
stanął Dean widząc Harrego uśmiechną się i bez słowa wpuścił
do środka okazało się bowiem, że nie był sam lecz z Seamusem.
-No to ułatwia sprawę.
Stwierdził Harry gdy
chłopcy powiedzieli mu, że seamus jest u niego na wakacjach.
-O co chodzi Harry ?
-Mam do was sprawę
chciałbym was zabrać ze sobą gdzieś gdzie nie ma ani Dropsa ani
Voldemorta ani żadnego z ich piesków co wy na to i gwarantuje wam,
że będziecie mieli własny pokój.
-Ja się piszę, tylko
musze starym powiedzieć.
-spoko a ty seamus?
-Tam gdzie Dean tam i ja
-ok. to ja wrócę za
jakąś godzinę półtorej ok.?
-Jasne nie ma sprawy.
Odparli jednocześnie. Ruszyli do kuchni gdzie przebywali Rodzice
Deana.
Harry wyszedł z domu jego
przyjaciół i znów teleportował się na Grimmauld place 12.
Otworzył drzwi do domu
jego ojca chrzestnego i ruszył na piętro i znając jego nie
szczęście trafił na obściskującą się parkę Wiewióra i
pannę-Ja- Kurwa- wiem- wszystko-najlepiej.
Postanowił im trochę
dopiec (Autorka: Będzie jazda HE HE)
-O patrzcie wiewiór i
pani wiewiórowa. Zaśmiał się sztucznie. Ruszył dalej by ich
ominąć wtedy rzucił na nich niewerbalne zaklęcie trwałego
przylepca dzięki temu będą mogli mówić ale nie odejdą od siebie
bo będą sklejeni.
-Potter ty pedale cofnij
ten czar.
-Mówiłeś coś
wiewiórko, która zamiast mózgu ma orzecha?
Hermiona miała zamiar coś
powiedzieć lecz Harry ją uprzedził Mówiąc:
-A ty to się już lepiej
nie odzywaj panno ja- wiem- wszystko- najlepiej
Widać dalej trzymasz się
tej wiewiórzej łamagi tak trzymaj naprawdę jesteście siebie
warci.
Jego słowa ociekały
ironią i jadem jakiego Snape by mu pozazdrościł
Odwrócił się na pięcie
ruszył do pokoju bliźniaków.
-Gotowi?
Spytał gdy tylko wszedł
do pokoju gdzie siedziała cała 3.
-Co tak późno Harry ?
spytała wesoło Ginny wstając.
-wybaczcie ale natknąłem
się na wiewióra i panią wiewiórową obściskujących się na
korytarzu i pooooprostu musiałem im podokuczać, teraz pewnie
wrzeszczą i wołają o pomoc. Jak chcecie To idźcie sobie zobaczyć
i Fred radzę to sfotografować.
Uśmiechną się diabelsko
i odsuną na bok gdyż cała 3 od razu wybiegła z aparatami na
korytarz.
A tam stał Ron i Hermiona
w nie codziennej sytuacji
Gdyż jedna ręka
rudowłosego znajdywała się pod spódniczką Hermiony a druga
Była pod jej bluzką
Miona nie pozostawała dłużna jedną rękę miała w spodniach
wiewióra zaś drugą na jego szyi. Oboje byli czerwoni jak buraki
chodź u Rona to normalne.
Fred, Gregor i Ginny
pstrykali im zdjęcia śmiejąc się przy tym z ich głupoty.
-Ginny, Fred, Gregor
przestańcie!!!
-Niby dlaczego wiewiórze..
-Odezwał się wesoło Gregor pstrykając zdjęcia
-Teraz wież jak to jest
He He a jak to mama zobaczy ???? Ginny śmiała się teraz tak że
ledwo Harry się powstrzymywał od tego by nie parsknąć w końcu
nie wytrzymał gdy Fred nazwał ich rasistowskimi świniami.
-HE HE HE Dobre Fred
lepiej tego ująć nie można HE HE HE
-TY…. Pożałujesz tego
!!! -wrzasnął wiewiór co nikomu nie przeszkadzało bo wciąż się
śmieli.
Chwile później drzwi do
kuchni otworzyły się i na zewnątrz wyszli członkowie zakonu
rozmawiając cichutko między sobą.
-Oho teraz ciężko będzie
nam się z tond zmyć bez zauważenia.
-A my się o to postaramy
by się o was dowiedzieli…MAMOOOOOO!!!!!!
Ron wydarł się na całą
haupę budząc przy tym obraz matki Syriusza.
-Szumowiny, Natręty,
szlamy jak….
Obraz został zasłonięty
przez Remusa i Tonks i po chwili było słychać jak ktoś wchodzi na
piętro, Harry nałożył na siebie zaklęcie kameleona i staną w
kącie a trójcę przyjaciół wysłał telepatycznie wiadomość, by
go nie wydali.
-Ron co się….. Matka
Rona stanęła jak wryta patrząc z niedowierzaniem na te scenkę
-Mamo ten cholerny Potter
tu jest i on nam to zrobił.
-Ta jasne Ron widać nie
potrafisz rozróżnić Harrego swojego BYŁEGo przyjaciela od własnej
siostry. Zironizowała Ginny.
-Pani Wasley Ron Ma rację
sama także przed chwilą go widziałam.
-nie prawda Gregor i Fred
nałożyli na mnie niechcący jakiś proszek wiec przez chwilę
wyglądałam jak Harry ale mieli jedną taką próbkę więc drugiej
takiej nie będzie bo nie mają już genu Harrego.
Ginny broniła zażarcie
swoich przekonań i wszystko by się udało gdyby nie Drops, który
wszedł na górę.
Spojrzał na Rona i
Hermione i po całym tym zgromadzeniu a jego wzrok spoczął na
miejsce gdzie akurat stał Harry.
-Harry wyłaź wiem że tu
jesteś. -Odezwał się spokojnie a w Harrym aż się zagotowało ze
złości przed nim stał zabójca jego rodziców a on nie może z nim
walczyć przynajmniej na razie.
-Widzę że nie jesteś
taki durny na jakiego wyglądasz Albusie.
-Co chcesz przez to
powiedzieć Harry???
-to że wiem wszystko znam
prawdę o tym co zdarzyło się prawie 17 lat temu i musze powiedzieć
, że źle zrobiłeś zadzierając ze mną teraz już twój rycerzyk
nie istnieje bo został zastąpiony przez żądnego krwi zabójcę.
Wysyczał wściekle i zwrócił się o przyjaciół
-Weźcie swoje walizki i
spadamy.
Zdjął z siebie zaklęcie
kameleona i ruszył za przyjaciółmi do pokoju gdzie zmniejszył im
machnięciem reki kufry i razem przeszli koło zszokowanych
zakonników.
Z
perspektywy Remusa Lupina
Stał na Korytarzu obok
Albusa
-Harry wyłaź wiem, że
tu jesteś. Głos Albusa był spokojny i opanowany.
-Widzę że nie jesteś
taki durny na jakiego wyglądasz Albusie.
-Co chcesz przez to
powiedzieć Harry???
-To że wiem wszystko znam
prawdę o tym co zdarzyło się prawie 17 lat temu i musze powiedzieć
, że źle zrobiłeś zadzierając ze mną teraz już twój rycerzyk
nie istnieje bo został zastąpiony przez żądnego krwi zabójcę.
-Wysyczał wściekle i zwrócił się o przyjaciół
-Weźcie swoje walizki i
spadamy.
Gdy Harry wyszedł z domu
zabierając przyjaciół pierwsze słowa Lupina brzmiały:
-Albusie ? Co Harry miał
na myśli mówiąc, że wie co zdarzyło się prawię 17 lat temu?
- Nie wiem Remusie ale
pewnie ma na myśli śmierć swoich rodziców.
-Pewnie tak ale widać że
już nie jest po naszej stronię jak i i po Toma.
-Tak pewnie tak.
Wracając
do naszych przyjaciół
Harry, Ginny, bliźniacy
jak i Dean z Seamusem teleportowali się do Gringotta skąd wziął
tyle galeonów ile by ubyło potrzebnych. Następnie teleportowali
się na Hawaje.
-Harry tu jest cudownie!!!
-Cieszę się Ginny,
chodźcie muszę pobrać pieniądze z bankomatu bu móc wynająć nam
pokoje. -Po jakimś godzinnym poszukiwaniu znaleźli jeden.
Harry wyciągną kartę ,
włożył do bankomatu by następnie wpisać hasło i pobrać jakieś
50.000 tyś. Poczym ruszyli do najlepszego i najładniejszego Hotelu
na wyspie.
-Pięknie tu. Westchnęła
Ginny po czym zaczęła rozglądać się po holu.
Wnętrze budynku było
pięknie i drogo udekorowane. Podłoga marmurowa na ścianach wisiały
piękne obrazy i tapety a stoły były udekorowane pięknymi
bukietami.
- W czym mogę państwu
pomóc.
-Chcielibyśmy wynająć
7 pokoi dwuosobowych.
-Oczywiście proszę za
mną.
-Podążyli za mężczyzną
do kontuaru. I jak się okazało pokoje były drogie
Harry jednak nie patrząc
na cenę dał tyle ile potrzeba wziął kluczę i ruszył do windy a
za nim cała reszta.
Gdy tylko znaleźli się w
pustej windzie kruczowłosy się odezwał
-musicie oddać mi wasze
różdżki. –Oświadczył
-Ale Harry!!!
-Seamus nic wam się
przecież nie stanie tutaj poza tym jutro albo jeszcze dziś
przybędzie tu trzy osoby, które znają magię bez różdżkową i
nawet bez niej potrafią zabić człowieka w przeciągu kilku sekund.
Więc wierzcie mi lub nie ale będziecie chronieni przez 4 takie
osoby.
Rozmowę przerwała im
winda, która stanęła na wyznaczonym piętrze.
-Harry?
-Cii.. pogadamy w pokoju u
mnie a wy sobie wybierajcie który wam się spodoba. -Wskazał na
pokój na wprost, który należał do niego po czym uszył w jego
kierunku zaś reszta rozbiegła się by wybrać sobie najładniejszy
pokój.
Harry wszedł do swojego
Ten mężczyzna który proponował im pokoje był zdziwiony, tym iż
stać ich na niego i widząc że to płaci za wynajem 4 pokoi dwu
osobowych oraz za zarezerwowaniem kolejnych 3 postanowił dać mu w
zamian największy i najpiękniejszy apartament jaki jest w tym
Hotelu więc podał Harremu nr tego pokoju.
Harry miał wrażenie, że
ten mężczyzna go obserwuję prawdą jest że był młody i ładny
ale zielonooki kochał już kogoś kogo nie powinien.
Zrezygnowany usiadł na
łóżku i zaczął smętnie rozmyślać o tym co się wydarzyło.
Obrazy wspomnień jego mamy, tata i Syriusza ukazywały mu się co
chwila.
Scena w której zjawia się
Dumbledore. Przerażona mama która biegnie by zabrać ochronić
dziecko błysk zielonego światła a ona upada na podłogę a z
martwymi oczami i patrzącymi martwo na swego zabójcę.
Potem ojciec jak walczy z
dyrektorem widział strach, panikę i inne uczucia które teraz
zastygły na martwej twarzy ojca. Potem widzi jak znienawidzona przez
niego osoba podchodzi do łóżeczka i bierze małe dziecko z raną w
kształcie błyskawicy na ręce i znika.
Nawet nie zauważył że
siedzi skulony na łóżku i płaczę.
-Harry co ci czemu
płaczesz? Czy coś cię boli???
Usłyszał ciepły głos
przyjaciółki przy uchu i podniósł głowę.
Okazało się że cała 5
jego przyjaciół patrzy na niego ze współczuciem i smutkiem.
- Nie Ginny nic mi nie
jest po prostu myślałem nad tym co się ostatnio wydarzyło i musze
wam przyznać, że to jest bardzo pogmatwane i nie mogę wam
powiedzieć dokładnie o co chodzi.
-Harry powiesz nam gdy
będziesz gotowy a teraz powiedz nam o co chodziło ci w windzie?
-To długa Historia ale
przed tym jak wam ja opowiem musicie mi złożyć wieczystą
przysięgę bo nikt się nie może o tym dowiedzieć. Zrozumiano?
Wszyscy pokiwali zgodnie
głowami więc kontynuował:
-Co mi obiecacie? -Spytał
gdyż nie miał żadnego pomysłu.
-Że nie wydamy żadnych
twoich sekretów. -Rzekł Gregor wesoło
-Że będziemy zawszę po
twojej stronię nawet gdyby zależało od tego nasze życie. -Ginny
także uśmiechnęła się do Harrego.
-Pójdziemy z tobą nawet
na koniec świata i z powrotem. -dodał Seamus.
- To iż będziemy się z
tobą przyjaźnić i nic nas nie odsunie od siebie.
Fred podszedł usiadł
obok Harrego i obejmując go ramieniem.
-I to że będziemy
chronić się nawzajem. Dokończył Dean
Te słowa podniosły
Harrego na duchu uśmiechną się do nich słabo i
Wstał z łóżka
ocierając łzy rękawem
-Dziękuję wam kochani. A
teraz podnieście różdżki i wypowiadaj cię te słowa.
Ja np. Dean obiecuje ci
Harry Potterze że:…. I tu macie powiedzieć wszystko co chcecie mi
obiecać. Macie tu kartki i pióra spiszcie wszystkie obietnice a
potem razem je powtarzajcie w tym samym momencie dobrze?
Wszyscy ochoczo pokiwali
głowami i zabrali się do pisania w końcu uzgadniając
Wszystko stanęli wokół
Harrego cytując. W tym samym momencie te słowa
-Ja Ginny Wesley obiecuję
ci Harry Jamesie Potterze że:
-Że nie wydam żadnych
twoich sekretów.
-Że będę zawszę po
twojej stronię nawet gdyby zależało od tego Moje życie.
-Że Pójdę z tobą nawet
na koniec świata i z powrotem.
-Że będę się z tobą
przyjaźnić i nic nas nie odsunie od siebie.
-Oraz to, że będę cię
chronić.
Po tych słowach spowiła
każdego z nich białą mgiełka by następie rozpłynąć się tak
szybko jak się pojawiła.
-Dziękuję wam moi
kochani teraz moja kolej. -Powiedział i zacytował każde słowo tak
samo jak oni tyle że on musiał wymawiać ich imiona i nazwiska i
dopiero po tym treść przysięgi i tak samo jak ich tak i jego
spowiła mgiełka.
-To powiesz nam o co
chodzi? Odezwał się Fred po wszystkim.
-Dobrze więc rozsiądźcie
się wygodnie i słuchajcie nie wiecie o mnie praktycznie nic od
samego początku nie mówiłem nikomu o niczym gdyż prawda jest
wstrętna. A więc tak naprawdę od 6 roku życia wychowywałem się
na ulicy dla tego, że moi mugolscy krewni wywalili mnie z domu a
zdarzyło się to moim pierwszym wybuchu mocy, który rozwalił im
połowę salonu ale nie wnikając w szczegóły kazali mi wrócić
kiedy nauczę się nad tym panować. Ale nic żyłem tak przez rok
spałem pod mostem okradałem ludzi za pomocą mojej magii itp.
Pewnego dnia znalazł mnie
pewien mężczyzna który mnie przygarną i wychował jak swojego
uczył mnie wszystkiego co sam wiedział o magii i o ludziach nauczył
mnie kraść i innych rzeczy ponieważ ten mężczyzna prowadził
Mafię o nazwie „czarna otchłań”. Tam także nauczono mnie
zabijać.
Stwierdził smutno i dalej
kontynuował. Żyłem tak przez 2 lata samodzielnie wykonywałem
zlecenia i w ciągu tych lat stałem się najlepiej opłacanym
zabójcą
I najmłodszym z nich.
Szef mianował mnie na swojego następcę i po jakimś miesiącu
poznałem Ninę i Matta. Którzy uciekli z sierocińca. Zig przygarną
ich tak samo jak mnie dał dom, jedzenie i ubrania ponad to traktował
nas jak byśmy byli jego dziećmi. Ja z Niną i Mattem
zaprzyjaźniliśmy się i przyjaźnimy do dziś. Miesiąc przed 11
urodzinami musiałem wrócić by dyrektor niczego się nie
dowiedział. I tak do tej pory udawałem grzecznego chłopca.
Tydzień przed
zakończeniem roku udałem się do zakazanego lasu i właśnie tam
skaleczyłem się w ramię.
-Wskazał na lewe ramię i
kontynuował.
-Wtedy nic to dla mnie nie
znaczyło ale teraz już wiem, że to nie prawda. Okazało się
bowiem, że jeden wampir poczuł moją krew i od tamtej pory mnie
śledził ponoć dla tego iż jestem jego wampirzym partnerem. W tedy
gdy zaatakowano Dom wuja dostałem w klatkę piersiową zbłąkanym
zaklęciem noży, i to właśnie Max mnie uratował zmieniając w
wampira.
-Uśmiechną się smutno
ukazując swe kły. Na co jego przyjaciołom przeszły ciarki po
plecach.
- Moja przemiana trwała
tydzień a potem przez miesiąc uczyłem się wszystkiego co
powinienem wiedzieć. Przed wczoraj dowiedziałem się prawdy, że
Max okazał się synem Toma Riddla, że mój chrzestny żyję i jest
po stronię Toma wiem też że to nie Voldemort zabił moich rodziców
lecz dyrektor wiem co mówię bo widziałem wspomnienie łapy.
-Harry? To dla czego z tam
tond uciekłeś?
-ponieważ muszę to sobie
przemyśleć Seamus. Teraz wiecie już wszystko. Nie będę miał wam
tego zazłe jeśli się ode mnie odwrócicie. Wyszeptał zakrywając
twarz dłońmi. Z nikąd poczuł 8 par rąk podniósł wzrok i ujrzał
wszystkich w tym Matta, Ninę i Ziga.
-Harry nawet nam przez
myśl nie przeszło by cie opuścić wydarła się Nina.
-A reszta pokiwała
głowami na zgodę. Poczym do 23 siedzieli i rozmawiali na każdy
temat Harry i jego przyjaciele opowiadali o sobie i o tym co działo
się od przyjścia Harrego do nich.
23.30 Harry położył się
na łóżko i zasną z wyczerpania.
Witam,
OdpowiedzUsuńma wspaniałych przyjaciół, Remus nic nie wie, wspaniale urządził Hermionę i Rona...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie