wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 4

-Harry wstawaj! Harry!! jeśli zaraz nie wstaniesz to cię z łóżka wywalę.
Matt walił w drzwi jak opętany. Co się dziwić jego siostra jak i on są w gorącej wodzie kompani.
-Próbuj szczęścia Matt, ale ok już wstaje jak chcesz to wejdź.
Po tych słowach do pokoju wszedł jego porąbany przyjaciel rozglądając na boki z ciekawości.
-Nic się tu nie zmieniło od mojego ostatniego pobytu.
Stwierdził i rozsiadł się wygodnie na fotelu. Zaś Harry poszedł do łazienki by się odświeżyć i ubrać, bo przecież nie będzie paradował nago przy kumplu. Gdy wyszedł jego przyjaciel stał przy drzwiach wyraźnie zniecierpliwiony.
-Przez ciebie Nina nas zatłucze za 5 min powinniśmy być w jadalni a po śniadaniu musimy jeszcze podzielić łup.
-Oj nie marudź wież przecież, że spokojnie zajdziemy tam w minutę.
-Nie prawda.
-Ale z ciebie ciołek. Wystarczy, że się teleportujemy młotku.
-A no tak zapomniałem. Ej tylko nie młotku!!!!
-Dobra stary, tylko nie bij!!!
Harry dla żartów zasłonił się rękoma i znikną bez charakterystycznego trzasku towarzyszącego teleportacji w jego ślady ruszył Matt.
Nasz bohater pojawił się w jadalni a dokładnie mówiąc na stole nim zdążył zrobić choć krok, koło niego pojawił się Matt szczerzący się jak głupek. Lecz mina mu zrzedła gdy zobaczył gdzie wylądował i wtedy rozpętało się piekło spowodowane wrzaskiem Niny, która akurat weszła do jadalni.
-Do jasnej cholery czy wy nie potraficie zrobić czegoś dobrze!?
-Przepraszamy siostra to się więcej nie po… ała !!! -Matt nie dokończył gdyż dostał w łeb, doniczką która stała na oknie niedaleko wyjścia z jadalni.
-Ile razy mi już to mówiłeś pacanie !?!
- Nie pamiętam. -Matt stał z miną męczennika i rozmasowywał sobie bolące miejsce w które oberwał doniczką. Na jego szczęście doniczka była plastikowa więc nie doznał niczego prócz guza na głowie.
-Właśnie. Jeszcze raz coś takiego zrobisz a gorzej oberwiesz Matt.
-A co do ciebie Harry!?!
-„ Oho zaraz i ja oberwę” -Taka myśl przemknęła przez umysł Harrego. Czasem się cieszył że niema siostry. Jego przyjaciel obrywał gorzej niż on u niego przeważnie kończyło się na ostrzeżeniu i Gatce jaki on jest niewychowany itp. Czasem nawet próbowała wpoić mu maniery. Co jej nie zbyt wychodziło bo nie brał tego na poważnie. A kończyło się oberwaniem z pięści w łeb i trzaśnięciem drzwiami.
-Nina ja naprawdę nie chciałem. Przez niego nie skoncentrowałem się jak powinienem. Wybacz.
Harry postanowił grać skruszonego i ze zdziwieniem stwierdził, że mu się udało.
-„Więc jednak opłaca się udawać dobrego chłopca” -Pomyślał.
-Przyjmuje przeprosiny Harry ale następnym razem nie będę taka pobłażliwa. Pamiętaj! A teraz zejdźcie z tego stołu i siadajcie.
Zwróciła się do nich i sama zasiadła przy stole czekając na Ziga.
Szef oczywiście stał w drzwiach i się przyglądał całej tej scence nie zdziwiło go zachowanie Harrego. Gdy poznał go wiedział że on nie potrafi oszukiwać, lecz z czasem się nauczył. Nie perfekcyjnie to prawda, gdyż jego oczy ukazywały emocje ale widać że potrafi udawać skruszonego.
Jedno jest pewne, Ziga nie okłamie to wiedzą wszyscy i Harry też.
-Widać już się przestaliście kłócić więc pozwólcie, że usiądę przy stole.
-A ciebie co w tyłek ugryzło Zig???
-Matt zachowuj się bo oberwiesz czymś cięższym niż kwiatek!!!
Wrzasnęła wściekła siostra.
-Zamknijcie się na chwile Zig chce nam coś powiedzieć.- Teraz to Harry nie wytrzymał i zdzielił Mata i Ninę po głowie.
- Ałaa.. to boli. Czemu żeście się na mnie uwzięli- Jękną zrezygnowany blond włosy chłopak.
Teraz wszyscy (nawet Zig) ryknęli śmiechem, no może oprócz poszkodowanego Matta.
Po zjedzonym obiedzie ruszyli do salonu gdzie przeważnie grają w gry wideo, piłkarzyki, bilard itp. Tam też Zig powiedział co się stało.
-Poważnie?- Spytała cała 3 chórem.
-Tak.
-Kurwa mać wiedziałem, że coś jest nie tak. Zbyt łatwo nam poszło!!!
Harry zaczął chodzić po salonie w końcu odwrócił się do reszty.
Okazało się. bowiem że jedna z kamer nagrała ich. Oczywiście byli wtedy w maskach lecz to zawsze coś. I teraz podejrzewają Ziga o morderstwo, gdyż ofiara winna mu była duże pieniądze.
-Mam pomysł Zig. Załatw Ninie i Matowi pokój w dziurawym kotle.
-Harry co z tobą?
-O mnie się nie martw lala, przecie ja jestem złotym rycerzykiem dropsa. Więc nie mam się o co martwić. -Uśmiechną się chytrze i kontynuował.
-Najlepiej będzie jeśli nasze pokoje zostaną zamaskowane zaklęciami aby nikt ich nie odnalazł tak więc kontaktujemy się przez sowy lub telepatią.
-Dobry pomysł Harry. Do 17 możecie tu przebywać i pamiętajcie od teraz używamy tajnego wejścia nr2 a ty Harry wejście nr1 .
Było to wejście ukryte za kominkiem w piwnicy jak i na piętrze za posągiem rycerza, który był wykuty z kamienia. Jedynie osoba znająca hasło mogła tamtędy wyjść czy wejść.
-Harry możemy pogadać na osobności?
-Dobrze szefie o co chodzi? -Spytał nastolatek gdy przyjaciele wyszli.
-Jak było z Kirą?
-Ech, pewnie ci wszystko opowiedział, więc po co pytasz?
-Wystarczy, że zobaczyłem jak na tyłek nie może siadać i jak krzywi się przy każdym kroku. Wiem, że natura cię hojnie obdarzyła ale przystopuj trochę, bo w końcu któregoś rozerwiesz chłopie.- Klepną młodego po ramieniu i wyszedł z salonu i oczywiście otwierając drzwi natkną się na dwie podsłuchujące osoby
(Wiecie oczywiście o kogo chodzi). Dał im reprymendę coś w stylu nie wolno podsłuchiwać bo się oberwie i poszedł do gabinetu nadrobić papierkową robotę.
-Ile słyszeliście?
-Wszystko Harry.- Odezwała się zarumieniona długowłosa blondynka
-Czy wy nie umiecie się powstrzymać?
-Nie.- odpowiedzieli chórem
-Po co pytałem.- Rzekł zrezygnowany i usiadł na kanapie włączając TV.
***
Równo o 17 ruszył w drogę powrotną zaś Matt i Nina przenieśli się do dziurawego kotła. O 17.30 był na miejscu otworzył drzwiczki przez które wchodzi się do komórki pod schodami i pierwsze co ujrzał to wielki tyłek Dudleya, gdyż eliksir w porę przestał działać.
-Dobra Dudley wyłaź z tond trujesz powietrze.
Na dźwięk głosu Harrego Dudley podskoczył tak, że walną głową w kant. Krew spłynęła mu po głowie co Harry skomentował małym „Upsss”.
I w tej samej chwili, drzwiczki komórki się otworzyły a w nich stanęła ciotka petunia. Na widok zielonookiego skrzywiła się z obrzydzenia i sięgnęła po butelkę wina, która stała po między bokiem chłopaka a grubym cielskiem jego prosiokowatego kuzyna.
Kruczowłosy nic sobie nie robiąc z tego, że od ciotki śmierdzi alkoholem wyszedł z komórki i ruszył do swojego pokoju gdzie przesiedział do 19.00. Poszedł się umyć ale nie zamierzał się kłaść więc postanowił poczytać książkę, którą dostał od Ziga w prezencie.
Była już 21.30 czarny (Bo tak na niego mówili) miał zamiar zejść na dół coś zjeść, gdy nagle usłyszał charakterystyczne trzaski towarzyszące teleportacji. Wyjrzał przez okno by ujrzeć kolorowe zaklęcia, latające to w jedną to w drugą stronę. Niewiele myśląc chwycił różdżkę. W tym Momencie drzwi do domu zostały wyważone a gdy on wybiegł z pokoju ujrzał 3 promienie zielonego światła, które poleciały w Werona, Petunie i Dudleya. Naglę poczuł silny ból w klatce piersiowej. Dotknął miejsca ręką i ujrzał krew. Zrobiło mu się słabo teraz już wiedział, że umrze, ponieważ dostał zaklęciem noży. A takiej rany i to w takim miejscu nie da się wyleczyć. Upadł na podłogę spojrzał na kuzyna Myśląc.
Ty przynajmniej nic nie poczułeś umierając. Nawet bólu.”
Ostatnim jego widokiem były nieruchome i nieżywe oczy Dudleya.

TO BE CONTINIUED? 

1 komentarz:

  1. Witam,
    ech nie umrze prawda?, zostali nagrani, a rodzeństwo zawsze musi podsłuchiwać...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń